Maratonczyk.pl: Mamy dla Was niespodziankę. Udało nam się przeprowadzić z
Jurkiem Skarżyńskim ciekawą rozmowę. Maratończyk.pl poruszył kilka kontrowersyjnych
kwestii. Pytaliśmy o nową książkę,
dorobek sportowy i zdobyte doświadczenie trenerskie. A nawet o to... czy Jurek
posiada dyplom AWF? Jak wiecie Jurek od dawna jest naszym konsultantem treningowym. Cenimy jego doświadczenie dlatego tym bardziej zachęcamy do zakupu jego książek. Naszą rozmowę zaprezentujemy w kilku odcinkach.
Zapraszamy
do lektury.
Odcinek 1.
maratończyk.pl: We wrześniu na rynku pojawiła
się czwarta już Twoja książka dla biegaczy - „Maraton".
Jerzy Skarżyński: „Maraton" jest nominalnie moją czwartą książką, ale kto zna je wszystkie,
ten zauważył, że „Biegiem przez życie" jest po prostu rozszerzoną wersją mojej
debiutanckiej książki wydanej w 2002 roku „Biegiem po zdrowie". Oceniam, że
przynajmniej 80% treści tej pierwszej znalazło się w drugiej, ale mocno
rozbudowałem poszczególne rozdziały, więc urosła ona aż do 400-stronicowej
objętości. Bardzo istotnym dodatkiem do „Biegiem przez życie" jest płyta DVD, na
której są filmy instruktażowe z pokazem wielu elementów treningu biegowego.
„Biegiem przez życie" to w porównaniu z „Biegiem po zdrowie" nowa jakość, więc
zdecydowałem się na nadanie książce nowego tytułu. Ale rzecz jasna obie książki
nie mogłyby funkcjonować na rynku równocześnie. Gdy sprzedałem cały nakład
„Biegiem po zdrowie" w 2006 roku pojawiła się „Biegiem przez życie". W tym roku
ukazało się drugie jej wydanie, ale zacząłem już pracę nad wydaniem trzecim. Chcę,
by od strony edytorskiej była ona „kompatybilna" z wydanym właśnie „Maratonem",
którą w nową formę ubrał Tomek Kardyński. Mam nadzieję, że będzie pracował
także nad trzecim wydaniem „Biegiem przez życie". Oceniam, że „Biegiem przez
życie" w nowej formie powinna się ukazać wiosną 2010 roku.
maratonczyk.pl: A jak to z „Maratonem" było? Czy to ulepszona wersja
wydanego w 2004 roku „Biegu maratońskiego"?
JS: Tu
podobieństwo także jest, ale proporcje są już zupełnie inne! W „Maratonie" powieliłem
około 30% treści z „Biegu maratońskiego", ale głównym wątkiem jest już zupełnie
nowe przesłanie. To przede wszystkim przedstawienie mojej autorskiej metody
przygotowań do startu w biegu maratońskim, którą ośmieliłem się nazwać „metodą
Skarżyńskiego".
maratonczyk.pl: Czy powielenie części historycznej w książce z planami
treningowymi było zamierzone, czy może chciałeś tylko, by książka była...
solidniejszych rozmiarów? „Bieg maratoński" miał 270 stron, a „Maraton" ma ich
aż 370.
Warszawa 1989 rok - z nagrodą Fiat 126 P :)
JS: Wiem, że
wielu czytelników marzących o rekordach w maratonach interesuje tylko esencja,
czyli szczegółowy plan treningowy. Ja uważam jednak, że hasło „maraton" ma
znacznie szerszy zasięg. To nie tylko trening i przebieganie na biegowych
trasach tysięcy kilometrów. Dzisiaj maraton,
to zjawisko, które swój ogrom bierze nie z długości trasy, ale z historii
właśnie. Legendarna śmierć protoplasty maratończyków - greckiego hoplity
Fejdippidesa, nie poszła na marne, a na dzisiejszy wizerunek maratonu mocno
zapracowali kiedyś i Dorando Pietri, i Etienne Gailly, i Gaby Andersen-Schiess,
że wymienię tylko kilka najważniejszych nazwisk. Bez nich nie byłoby dzisiaj
takiego boomu maratońskiego. Bo przecież „ucieczka na własnych nogach przed
zagrożeniami rozwoju cywilizacyjnego", jak bieganie określają lekarze, nie musi
się kończyć na linii mety biegu maratońskiego. Do tego wystarczy „pigułka
zdrowia" - znane 3 x 30 x 130. A jednak to właśnie maraton jest marzeniem wielu
zdrowo myślących ludzi. I stąd taki tłok na trasach maratonów w Nowym Jorku czy
Berlinie.
maratonczyk.pl: Czyli kolejna wersja „Maratonu", pod jakimś nowym
tytułem, także będzie zawierała wątek historyczny?
JS: Nie
będzie już „Maratonu" pod nowym tytułem. Na rynku najprawdopodobniej będą
funkcjonowały tylko dwie moje książki - w miarę wyczerpywania nakładów aktualizowane
wersje „Biegiem przez życie" i „Maratonu". Poważnie myślę nawet o tym, by w
przyszłości zrobić z nich... jedną książkę, ale w dwóch tomach, przy czym
„Maraton" byłby tomem drugim „Biegiem przez życie". Wszak bez wcześniejszego
przeczytania i poznania „Biegiem przez życie" książka „Maraton" jest tylko
półproduktem. Ale czy miałem w niej powielać opisy środków treningowych zawarte
w „Biegiem przez życie"? A i płyta DVD bardzo przyda się czytelnikowi
„Maratonu", gdy tymczasem dołączona jest do „Biegiem przez życie".
maratonczyk.pl: Co znaczy słowo najprawdopodobniej? Jest także inna
opcja?
JS: Słowo
najprawdopodobniej dotyczy innej sprawy.Nie wykluczam wzięcia na warsztat ultramaratonów, biegów górskich, a także treningu
biegowego dla triatlonistów w wersji olimpijskiej, czyli z dystansem 10 km.
Otrzymuję dużo sygnałów, by się tym zająć. Zaznaczam, że w 2005 roku
współpracowałem z kadrą polskich triatlonistów i do dzisiaj kilku z nich
konsultuje ze mną swe biegowe plany, będę więc pisał o własnych
doświadczeniach, ale pisząc o ultramaratonach i biegach górskich na pewno
podeprę się wskazówkami polskich gwiazd tych konkurencji, gdyż jako zawodnik
nigdy nie stałem na starcie ultramaratonów, a trudno uznać za bieg górski
najtrudniejszy nawet bieg przełajowy w pofałdowanym terenie.
maratonczyk.pl: Wspomniałeś o „metodzie Skarżyńskiego". Czy jest ona
naturalną konsekwencją przebytej przez Ciebie drogi - od początkującego biegacza,
do reprezentanta Polski i od początkującego trenera, do trenera skutecznego, z
dorobkiem medalowym, bo przecież wielu Twoich podopiecznych stało na podium MP?
JS: Moje bogate
doświadczenia dojrzały w końcu do tego, by wskazać tę drogę innym. Oczywiście
dobry trener wcale nie musi być byłym reprezentantem Polski, czy medalistą MP,
a do tego dyplomowanym trenerem lekkiej atletyki. To się przydaje, ale przecież
życie pokazuje, że wybitnymi trenerami zostają czasami ludzie spoza tego
elitarnego środowiska. Jedno jest ważne - muszą to być ludzie wiarygodni, co
znaczy tylko i aż tyle, że ich plany muszą być skuteczne, potwierdzone
konkretnymi osiągnięciami. Znakomity teoretyk bez realnych osiągnięć nie jest
wart funta kłaków! Dlatego w nawale różnych planów, które teraz fruwają po
Internecie trzeba umieć znaleźć plany sprawdzone, a nie eksperymenty. Nie warto
być królikiem doświadczalnym, szkoda czasu, a być może także zdrowia. Za
skutecznym, czyli wiarygodnym trenerem, stoi jego dorobek, więc w razie wątpliwości
trzeba pytać o ten dorobek!
maratonczyk.pl: Czyżbyś... nie miał dyplomu AWF?
JS: Jestem z
zawodu trenerem lekkiej atletyki! Studiowałem wprawdzie na Politechnice
Szczecińskiej, ale ukończyłem też studia podyplomowe na poznańskiej AWF, gdzie
zajęcia prowadzili tak znakomici pedagodzy, jak np. Janusz Jackowski czy
Zdobysław Stawczyk. Jako energetyk nie przepracowałem nawet jednego dnia, trenerem
jestem od 20 lat. Wcześniej przez 10 lat miałem uprawnienia instruktorskie. To,
że mam ten dyplom wcale nie znaczy jednak, że ludzie bez niego nie mogą osiągać
znaczących sukcesów trenerskich. Czasami „czucie i wiara" więcej znaczy niż
„mędrca szkiełko i oko".
Lipsk 1991 - z wygraną Ford :)
maratonczyk.pl: W „Maratonie" podobają się nam wizytówki, które
przybliżają sylwetki byłych i obecnych gwiazd polskiego maratonu. Skąd taki
pomysł, by je umieścić w książce?
JS: Do hasła
„maraton" starałem się podejść szeroko, nie tylko przez pryzmat własnych
doświadczeń zawodniczych i trenerskich. Jestem pewien, że te ankiety, to
doskonały materiał do przemyśleń i analiz dla wszystkich dociekliwych
czytelników. Żałuję, że mimo obietnicy nie otrzymałem jej od Wandy Panfil,
naszej mistrzyni świata, którą „przyłapałem" przypadkowo w Spale. Na szczęście
mam chociaż jej relacje z Seulu i Barcelony, dzięki czemu w książce są
„usprawiedliwienia" wszystkich polskich olimpijek i olimpijczyków z powojennych
igrzysk. Dość szczęśliwie, ale udało mi się to zapiąć w całość.
maratonczyk.pl: Czy książka cieszy się uznaniem innych trenerów, albo
czołowych polskich zawodników? Jak by nie patrzeć w tym roku odniosłeś także
spektakularny sukces zawodowy. Twoja podopieczna Agnieszka Gortel, którą trenujesz
internetowo-telefonicznie (mieszka na Śląsku), wywalczyła po
pasjonującej walce tytuł mistrzyni Polski w półmaratonie. Czy to zwróciło uwagę
kolegów z branży na metodę Skarżyńskiego?
JS: Szczerze
mówiąc zauważyłem, że wielu z nich z daleka obchodziła moje stoisko podczas
maratonów w Warszawie i Poznaniu. Widocznie mają dużo innych materiałów do
przemyśleń i analiz. Ich wybór. Zresztą jestem pewien, że każdy z nich mógłby
napisać swoją wersję drogi rozwoju zawodniczego. Może nawet o tym myślą, ale
nie biorą tej książki do ręki, by nie zasugerować się moją formą?
Przedstawiając metodę Skarżyńskiego świadomie wystawiłem się pod ostrzał
czytelników i zgodnie z przewidywaniami strzałów w moją stronę nie brakuje. Jak
by nie patrzeć - każda inna będzie porównywana z moją, co nada temu formę
„rywalizacji". A rywalizacja, to moja specjalność. CDN