Stryków Triathlon 2016 - Top
Start
Puma kostka
Menu główne
Start
Trening
Wyniki
Galeria zdjęć
Zdrowie
Kalendarz
TV MARATOŃCZYK
Maratony Zagraniczne
Biegi Ekstremalne
Biegi na Orientację
Rajdy
Ciekawostki
Historia
Archiwum
Bieganie w reklamie
Narty Biegowe
K2
Triathlon
Ogłoszenia
Testy Sprzętu
Kontakt
Poznań Maraton 2016 - pion
Najbliższe Imprezy
Bieg Pawłowicki
Sierpień 28, 2016 (13:00)

WĄBRZESKA DZIESIĄTKA
Wrzesień 3, 2016 (10:00)

34. PKO Wrocław Maraton
Wrzesień 11, 2016 (09:00)

Garmin Ultra Race
Wrzesień 17, 2016 (07:00)

4. Kleszczów na Piątkę (18.09.2016)
Wrzesień 18, 2016 (12:00)

4. Kleszczów Na Piątkę - V MP Kobiet
Wrzesień 18, 2016 (12:00)

Maraton Północy
Październik 2, 2016 (09:00)

Pełny Kalendarz
Dodaj Imprezę
Kalendarz Imprez
Czerwiec 2016 Lipiec 2016 Sierpień 2016
Po Wt Śr Cz Pi So Ni
Tydzień 26 1 2 3
Tydzień 27 4 5 6 7 8 9 10
Tydzień 28 11 12 13 14 15 16 17
Tydzień 29 18 19 20 21 22 23 24
Tydzień 30 25 26 27 28 29 30 31
Dodaj nowe zdarzenie Dodaj nowe zdarzenie
Piotr i Paweł - Gdańsk 2016 - pion
Fabrykant 2016 - pion
Wrocław Maraton - 2016 - PION
Stryków Triathlon 2016 - Middle

Tor des Geants - Dolina Aosty (Włochy)- relacja ambasadora "Ultra Kamieńsk"
25.09.2015.
 
Image
 
Jarek Feliński (Ambasador biegu Ultra Kamieńsk) Pewnie za czas jakiś poukłada mi się w głowie pełna anegdot, podkoloryzowanych epizodów i dramatycznych puent, historyjka o próbie podboju doliny Aosty. Gotowa do opowiedzenia chętnym i niechętnym we wszelakich okolicznościach piwno-towarzysko-biegowych. Więc może póki się do końca nie ułożyła – trochę różności o wyjeździe i próbie przebiegnięcia Tor des Geants .Głównie dla tych, którzy śledzili , pomogli, dobrze życzyli. I którym za te wszystkie obecności jestem bardzo wdzięczny.

Żeby zacząć, załatwmy na początek ASPEKT SPORTOWO-RYWALIZACYJNY.

Prawie 800 - osobowe towarzystwo z całego świata wystartowało w niedzielne, deszczowe przedpołudnie z Piazza Brocherel w Courmayeur . Wszyscy z zamiarem powrotu w to samo miejsce, najpóźniej po 6 dniach, w sobotę, po przebiegnięciu 330km i pokonaniu 24000m pod górę.

Ten zamiar powiódł się 6 osobom. Tym, które uwinęły się z tematem w 85 godz. W 85tej godzinie, organizatorzy podjęli decyzję o, najpierw czasowym ( na 6 godz), a potem - ostatecznym przerwaniu wyścigu. Ustalili, że osoby które dotarły w limicie czasu co najmniej do miejscowości Gressoney, czyli na ok 200tny km biegu – są finisherami. Na takie kryterium załapało się 470 startujących.. Reszta z różnych powodów zrezygnowała wcześniej bądź nie wyrobiła się w stosownym czasie do tej miejscowości. Mnie udało się napierać do ok 225km, do miejscowości Saint Jacques. Dało mi to 194 miejsce.

Ok. Jestem bardzo z tej pozycji zadowolony.  Jak by to nie zabrzmiało – przyzwoicie ukończyłem bieg którego dokończyć nie było mi dane. Mój kolega z pracy określił to jeszcze precyzyjniej, ale na tyle frywolnie, że nie powtórzę. I jedno zdanie na temat:czy to bieg, czy napieranie, marsz, turystyka? Biega się tam i to sporo. Więcej niż się spodziewałem .Jak na stromych podejściach pokonanie kilometra w linii prostej zabiera ze dwie lub trzy godziny, to potem trzeba pobiegać żeby średnia ok. 3km/h wyszła. Powiedzialbym, że na tyle na ile teren pozwala każdy stara się jak najszybciej i najekonomiczniej poruszać. I tyle na temat cyferek. A teraz o sprawach ważniejszych
 
POGODA - główny rozgrywający.
Padało na początku, potem lało. Lało głównie w nocy. W dzień, szczególnie niżej, bywało ciepło i miło. Kiedy w dolinach lało, powyżej 2600-2700m , na wysokości gdzie temperatura spadała poniżej 0 stopni, zaczynał sypać śnieg, w kulminacjach do śnieżycy. Czyli śnieg padał i utrzymywał się ( szczególnie pierwszej i drugiej nocy) w najbardziej stromych miejscach, na podejściach i zejściach z grani. Bez raczków robiło się tam niefajnie. Bardzo spowalniało to poruszanie się, co przekładało się z kolei na marznięcie i większe niż planowane niedospanie. Efekt domina , gdzie jeden element niesie za sobą ciąg niekorzystnych okoliczności. O ile pierwszej nocy stawka zajmowała powiedzmy 20km, to trzeciej i czwartej, zawodnicy rozciągnęli się na ponad 100km, a prognozy były podobne. W razie wypadków - nie do ogarnięcia. Dlatego organizatorzy przerwali. Rozumiem ich. Choć osobiście mam przekonanie że nic bardziej emocjonującego niż pierwszej nocy bym nie przeżył. Więc rozumiem, ale pokląć sobie pokląłem kiedy powiedzieli „finito”.

UCZESTNICY
wg moich obserwacji i rozmów dają się przypisać do dwu grup. Pierwszy rodzaj typowego typu tordeżanowego, to facet między 40stką a 50tką, ogorzały, z siecią stosownych do wieku zmarszczek, z trzema, czterema ukończonymi imprezami typu UTMB , często z zaliczonym PTL, łysy, łysawy, wygolony, w ostateczności przyprószony siwizną .Włoch, Hiszpan lub Francuz. Próbuje przez 5 dni w tygodniu przetrwać w biurze, żeby na każdy weekend powrócić do swojego naturalnego środowiska czyli powyżej 3000m . Najgodniejszym reprezentantem tej grupy będzie zwycięzca biegu , Francuz Brochard, lat 52 !!!

Drugi typowy typ, to gość w okolicach trzydziestki, niewysoki, do „kurdupel”, bez grama tłuszczu, długowłosy, z tatuażami, wyglądający jakby schodził ze ścianki wspinaczkowej tylko na wyraźne żądanie obsługi. Archetypem w tym przypadku jest legenda TdG, Christophe Le Saux. Oni obejmują wspólnie jakieś 80% stawki. Poza tym można spotkać na przykład:
- biegaczy z Polski
- jednooką Japonkę ( jak można tę imprezę przeleźć bez stereoskopowego widzenia – nie pojmę nigdy)
- wiecznie uśmiechnięte Brytyjki lub Amerykanki, spokojne i ogarnięte , bez cienia wątpliwości i śladów zmęczenia zmierzające w swoim tempie do mety.
- chłopca z mangi, młodego Japończyka, z nienaganną fryzurą i jakimś cudem – nieskalanymi błotem ciuchami i butami po trzech dniach napierania.
- wolontariuszy – pełne wigoru mammy, gotujące po nocy makarony w schroniskach, doświadczonych ratowników patrzących ci w trakcie rozmowy w oczy , czy aby nie masz dość, chłopaków rozgrzewających się grappą w dowiezionych na grań, śmigłowcem, kontenerach.

OKOLICZNOŚCI PRZYRODY
są same w sobie wystarczającym powodem żeby te parę dni się tam kręcić.
Jest wielka , wielka, wsysająca przestrzeń. Są doliny, jak ta przed najwyższą przełęczą Col Losson, których ogrom zniewala i przywraca człowiekowi poczucie miejsca jakie naprawdę zajmuje na tym świecie..

Są huczące wodospady, nad których kipielami przechodzi się po szerokich na dwie stopy kładkach.  Jest białawo- błękitny kolor wody w strumieniach. Była i ta godzina kiedy pogoda się uspokoiła, a czarna grań zarysowała się na tle gwiaździstego nieba. Świstaki łażą w swoich sprawach, kozice prowadzą młode po gzymsach na pionowych ścianach. Jest prawdziwy, niewirtualny żywioł w którym chwilami udaje się rozpłynąć a nieustannie chciałoby się przed nim pokłonić.

A do tego pięknie zachowane rzymskie teatry, łuki triumfalne, drogi po których stąpały legiony, a potem pielgrzymi w drodze z Anglii i Francji do Rzymu, winnice na tarasach wykutych w skale mozołem pokoleń, Fort Bard w którym 400stu Austriaków i Piemontczyków w 1800r , przez 2 tygodnie postawiło się 40000-cznej armii Napoleona, kamienne wioski pasterskie na stokach, sery, wina....
To tyle co kątem oka zdołałem wychwycić przy okazji napierania. Jakby ktoś chciałby poczuć że takie pojęcie jak Europa ma sens, z całą historią, wszystkimi narastającymi przez wieki warstwami i wpływami - to Dolina Aosty jest dobrym miejscem.

KRYZYS
nadszedł jak zwykle znienacka. I miał rozmiary adekwatne do wyzwania. Trzeciego dnia, za mocno pocisnąłem z miejscowości Donnas, najniższego punktu trasy. Uczciwe 4 godziny snu, ciepłe popołudnie, rzymskie mosty i łuki które mijaliśmy, winnice przez które wspinaliśmy się na pierwszych kilometrach, entuzjazm i reakcje kibiców – wszystko to sprawiło że rozsądek rozpuścił się w uczuciu euforii. Parogodzinny flow i lekkość.

Gdzieś koło godziny 22 żołądek powiedział dość. Przestał trawić . Obojętnie co bym nie podrzucał – żele, serki, batony - sobie zalegało i czekało na lepsze czasy. Pierwszy klocek domina, który poruszył resztę.

Tymczasem znów byłem na 2500m, zabawa z deszczem, wiatrem i mgłą zaczęła się od nowa, widoczność spadła gdzieś do 4-5 metrów. Odblaski wyznaczające trasę, rozlokowane co ok 20m okazały się przy niewyraźnie zarysowanej na rumowisku ścieżce niewystarczające. Były zawroty głowy, zagubienie trasy, jakieś dziwne, niepokojące bóle różnych organów, rozciągający się ponad miarę czas, brak możliwości oceny odległości. Pomarańczowe , pulsujące światło które organizatorzy postawili na jednej z przełęczy, żeby w tym mleku wyznaczyć ogólny kierunek marszu, rozproszone we mgle , bardziej niepokoiło niż dodawało otuchy.

W takim stanie można tylko powolutku poruszać się do przodu, jak samochód toczący się na luzie, licząc że za którąś próbą silnik zaskoczy. No, było mocnawo, do zachowania w pamięci. Jakiś ślad , skazę , może wartość, po sobie pewnie zostawiło na przyszłość. Nad ranem się doczekałem. Silnik zaskoczył. Świat stał się znów kolorowy. I nabrałem ochoty żeby się pościgać. Poczułem się tym mocniejszy, im z większego bagna wylazłem. Tak ten moment i następny dzień zapamiętałem.

SPRZĘT
był przyczyną zaskoczeń zarówno mocno pozytywnych jak negatywnych. „Nicnieważące” kurtka i spodnie zniosły dość ekstremalne warunki fenomenalnie, nie przemakały, oddychały, chroniły przed wiatrem, a po zdjęciu i upchaniu w plecaku można było o nich zapomnieć. Pobiegłem w zupełnie innych butach niż planowałem. Decyzję podjąłem w ostatniej chwili, pod wpływem prognoz pogody, stawiając na goretex. I skończyłem po 85 godz w tej samej parze, bez śladów obtarć. W ogóle - bez jakichkolwiek śladów tak długiego napierania. Za to superlekkie, samochodzące, karbonowokosmiczne kijki pękły na pierwszej większej górce.

No nie wiem. Może niedelikatny jestem. Zostawiły mnie samego na 20tym kilometrze trasy. Tak, że na pierwszym dużym punkcie (life base ) została przetestowana moja znajomość języków, asertywność, resztki wdzięku , namolność i poziom desperacji. Trwało to chwilę , ale załatwiłem sobie nową parę kijów, wspierając się na których, dolazłem tam gdzie dojść pozwolono. Robbie, jesteś super gość, wielkie dzięki !

No i na koniec, gdyby z powyższego to nie wynikało:
Bardzo, bardzo mi się podobało.
Owszem, ta impreza jest dla ludzi.
Nadal nie dane mi było wleźć na Malatrę.
I nadal bardzo bym tego chciał.

Jarek Feliński
Ambasador Ultra Kamieńsk
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image 
 
 
 
 
 



  Komentarze (4)
RSS komentarzy
 1 Dodane przez Marianna, w dniu - 25-09-2015 13:38
Fantastyczna relacja. Za krótka :) Wtopiłam się w tą opowieść. Takie doświadczenie to skarb. Przeżycie, które trudno opowiedzieć. Bardzo mi się podobało.
 2 Dodane przez Paweł, w dniu - 26-09-2015 22:04
A jak by pogoda była taka jak na Towarzyskim Maratonie Izerskim, to byś całość ukończył?
 3 Dodane przez Paweł, w dniu - 26-09-2015 22:07
Prosimy o zdjęcia i zaproszenie na piwną imprezę i szczegóły Ekipa z Zielonych Sudetów
 4 Dodane przez Anita, w dniu - 29-09-2015 01:17
Też bym posłuchała szczegółów. Artykuł bardzo zachęcający - do słuchania :)

Napisz komentarz
  • Komentarze można zamieszczać bez wcześniejszego zalogowania.
  • Pamiętajcie o poprawnym wpisaniu kodu uwierzytelniającego.
  • Redakcja zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy naruszających ewidentnie kulturę wypowiedzi.

Imię:
Komentarz:

Kod antyspamowy:* Code
Chcę być powiadamiany emailem o dodaniu nowych komentarzy

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Kalenji
Maratończyk na FB
maratonczyk
FALENICA 2016
Bieg Konstytucji - Film 2014
BN 2014
Bieg Powstania 2014
Youtube
Polskie Maratony
Ostatnie komentarze
Fajny. Ale czy aby na pewno taki będzie? Bo z połówka to był niezły wk...
więcej...
przez Marek

Super. Jak zawsE we Wrocławiu. To awangarda w polskim bieganiu. Wszyst...
więcej...
przez Tomasz

Bieg oraz atmosfera po raz kolejny genialne. Dla mnie odcinek w tunelu...
więcej...
przez Tomek

A tutaj moja relacja, może warto przemyśleć kwestię stref i zachowania...
więcej...
przez DOTA/oneginetatopa

Fantastyczne zdjęcia oddające emocje! Wspaniali ludzie na trasie. Co ...
więcej...
przez AC

SUPER BIEG,WSPANIAŁA ORGANIZACJA,SUPER TRASA,TŁUMY KIBICÓW NA TRASIE,B...
więcej...
przez PAWEŁ KĘTY

Żałuję bardzo, ze nie mogłam uczestniczyć. Tym razem tak mi wypadł url...
więcej...
przez Marinka

Puchar Króla 2016 - pion
Ultra Kamieńśk 2016 - pion
Gdańsk Maraton 2016 - pion
K2 - Dział Górski
1
© 2016 MARATOŃCZYK
Untitled Document