Jurek Skarżyński: Monotonia pokonywania coraz
większej ilości kilometrów na pewnym etapie rozwoju biegowego staje się wręcz
męcząca. Zwłaszcza, gdy zaliczamy je w samotności. Trudno się dziwić -
godzina, dwie a czasami nawet dłużej, samotnego biegu, to ogromne obciążenie
nie tylko dla naszych mięśni, ale i dla psychiki. Każdemu może to dokuczać. A
niedoświadczeni biegacze właśnie w zwiększaniu objętości treningu widzą drogę
swego dalszego rozwoju. I nie mylą się, ale... nie tędy droga! Są skróty!
Co robić, by cieszyć się
postępami biegając 4 razy w tygodniu, zaliczając 50-60 km, ale z takimi samymi
efektami jak biegacze człapiący monotonnie swoje 100 km
tygodniowo?
Jest to możliwe, a przy tym nawet nie specjalnie trudne! Wystarczy
zacząć trenować, a nie biegać... jak głupi! Żeby ułatwić biegaczom
wspinaczkę na szczyty formy sportowej trzeba wprowadzić do planu zajęć różne przyśpieszacze.
Wysiłek do pokonania, a skuteczność gwarantowana. To tak, jakby wlać do baku
samochodu paliwo lepszej jakości. Wiadomo, że jazda jest wtedy i łatwiejsza, i
bezpieczniejsza.
Spokojny bieg - nawet godzinny -
nie jest już dla ciebie problemem? Jeśli tak - stałeś się już prawdziwym
biegaczem. Ale bieg lekko żywszym tempem to ledwie kilku-kilkunastominutowa
frajda? Tradycyjnie - najpierw zaczyna brakować powietrza, potem opadasz z sił
i... koooniec biegu? A kolega gna tym samym tempem dalej, prawie bez
oznak zmęczenia. I jeszcze się - bezczelnie! - uśmiecha. Kiedyś mu dołożę -
marzysz. Chcieć to móc - byle zawsze rozsądek był górą. Dlatego w żadnym
wypadku nie próbuj wyważać otwartych drzwi. Nie ucz się też na własnych
błędach. Co ci doradzę?
Masz do dyspozycji cały zestaw
narzędzi, którymi możesz podkręcać śrubę. Dzięki nim możesz być coraz
lepszy. Tylko spokojnie - nie każdym możesz już majstrować przy swoim
organizmie! Użycie niewłaściwego może się dla ciebie źle skończyć, z zerwaniem
gwintu włącznie. Takie błędy mogą być zbyt kosztowne- nie wyłączając
rezygnacji z biegania. Opłaca się? Na pewno nie! Obowiązuje pewna kolejność ich
używania. Po jakie narzędzie masz sięgnąć w pierwszej kolejności? Po
przebieżki.
Przebieżki to 80-300-metrowe
odcinki żywszego biegu, przeplatane - dla złapania oddechu - odcinkami truchtu,
zwykle tej samej długości, co przebieżka, np. 100 m przebieżka - 100 m truchtu.
Co to jest „żywszy bieg"? Najczęściej jest to rozumiane jako bieg na maksa
- z maksymalną lub submaksymalną prędkością. Przecież 80-100 metrów to dystans
sprinterski - myślisz! Ale ty nie jesteś sprinterem, lecz długodystansowcem,
potrzebujesz innej szybkości. Celem przebieżek jest - tylko i aż:
-
trening szybkości. Jedno nie wyklucza drugiego! Nawet
maratończyk musi być szybki, co oznacza jednak zdolność do poderwania się do
szybszego biegu, w celu np. walki na finiszu, albo urwania rywala
poprzez zmianę rytmu biegu. Biec szybciej wcale nie oznacza jednak biec do
utraty sił. Na treningu musi ich starczyć na wykonanie 10-30 powtórzeń, a z
prędkością maksymalną to niewykonalne. A przede wszystkim... niepotrzebne.
-
urozmaicenie monotonii biegania. Coś się będzie
na treningu działo, gdy zaplanujesz przebieżki - niby niewiele, ale zawsze.
Istotne, żeby robić je zawsze pod koniec, tak, aby po ich zakończeniu do domu
pozostało najwyżej 500-1000 m. Tę resztę, po krótkim odpoczynku w marszu po
zakończeniu ostatniej przebieżki, pokonujemy truchtem, schładzając
rozgrzany przebieżkami organizm.
-
pierwsze, wstępne przygotowanie serca, płuc i układu
ruchu do - przyszłej - intensywniejszej pracy biegowej, już na dłuższych
odcinkach. Podczas tych krótkich żywszych przymiarek smakują one
podwyższonego tętna, doświadczają kontrolowanych zaburzeń równowagi
dynamicznej, a po zakończeniu każdego odcinka ucząsię powrotu do
stanu równowagi j intensywności pracy biegowej. Mogą płynnie, bez terapii szokowej,
przyzwyczajać się do pracy na podwyższonych obrotach. Kiedyś takie poderwanie
się będzie dla nich normą, ale na początku stanowi nowe, do którego
muszą się stopniowo przyzwyczajać.
-
trening psychiki. Biegacze potrzebują nie tylko
sprawnych i silnych mięśni, wydajnego serca i płuc. Ogromną rolę odgrywa też
psychika, którą - na szczęście - można trenować. Ba, po pewnym czasie będzie tańczyć
tak, jak my zagramy! To pierwszy stopień w jej poskramianiu, pokazanie sobie,
że jesteś silniejszy od siedzącego w twoim organizmie lenia, zakochanego w... nicnierobieniu.
Opanowanie psychicznej niemocy to ogromne zwycięstwo, będące podwalinami
naszych przyszłych sukcesów, w jakiej skali by ich nie oceniać. Wiem - to, że
wyszedłeś na trening już jest sukcesem, ale jeżeli jest w tobie wojownik,
fighter, który chce się rozwijać, masz biegowe marzenia, musisz zrobić następny
krok. Drabina rozwoju ma wiele szczebli, a wspięcie się na każdy wyższy wymaga
wysiłku, nie tylko fizycznego. Jeśli po przebiegnięciu kilku-kilkunastu
kilometrów potrafisz zmusić się do serii przebieżek - znów wygrałeś. W
zależności od potrzeb możesz ich zrobić 10 czy 20, ale czasami warto sprawdzić
się robiąc ich nawet 30. Jestem pewien, że gdy je zrobisz, ocenisz to jako
zwycięstwo nie nad słabością mięśni, ale właśnie psychiki. Bez tego wszystkie
inne narzędzia w twoim przyborniku będą bezużyteczne, ty ich nie będziesz
potrafił użyć do swego rozwoju!
-
udrażnianie wąskich gardeł - najwcześniej
odczuwalnych podczas biegu problemów naszego organizmu. Małymi kroczkami,
krótko trwającymi przebieżkami, przepychamy tę zapchaną rurę.
Najpierw wystarczy 5-6 odcinków 80-metrowych. Gdy to stanie się łatwe, podkręcamy
ilość do 8-10, potem wydłużamy dystans do 100-120 metrów. Standard to 8-10
przebieżek 100-120-metrowych. Więcej i na dłuższych odcinkach biegamy tylko
czasami, żeby sprawdzić charakter - swoją siłę lub... niemoc. Jakby tego nie
oceniać, zawsze otrzymujemy sygnał, który uświadamia nam, w jakim punkcie się
znajdujemy - jest lepiej czy gorzej, jesteśmy silniejsi czy słabsi? Ta wiedza
jest ważnym elementem kontroli stanu wytrenowania. Gdy opanujemy
przebieżki - dużo łatwiej będzie biegać zwykłe rozbiegania. Serce -
przyzwyczajane podczas przebieżek zmianami rytmu - spokojny, miarowy bieg
będzie traktowało bez emocji. Luzy! I o to chodzi.
Ważna sprawa - zanim wyruszysz do
pierwszego odcinka, koniecznie musisz się porozciągać, przerobić
zestaw ćwiczeń rozciągających mięśnie, ścięgna i więzadła. Krążenia (głowa,
ramiona, biodra, barki), wymachy (ręce i nogi), opady i skłony (tułów),
półprzysiady i pełne przysiady - to standardy, które zabezpieczą je przed
naciągnięciami czy wręcz naderwaniami podczas tego żywszego biegu. Dopiero
10-15 minut takiej rozgrzewki jest sygnałem do rozpoczęcia przebieżek. Zapewniam,
że to się opłaca - lepiej biegać, niż... leczyć kontuzje.