Dorota Świderska: Trójka naszych alpinistów odpoczywa już w bazie. Dzisiaj
udało nam się skontaktować z nimi telefonicznie i nagrać rozmowę z Jurkiem
Natkańskim. Niestety silny wiatr nie pozwolił aby jakość nagrania była na tyle
dobra by dało się ją wyemitować, w związku z tym materiał prezentujemy w formie
opisu.
Jurek Natkański mówił: „Wszyscy są w bazie i czują
się dobrze - dochodzą do siebie i reanimują się po trudach wspinaczki. Wejście
na Broad Peak było bardzo wyczerpujące ze względu na śnieg, mróz i wiatr.
Podobnie zejście ze szczytu do obozu 3. Konieczny był postój po drodze,
ponieważ bardzo silny wiatr mógł nawet ściągnąć schodzących w przepaść. bardzo silny mróz i wiatr, który bardzo głośno „wył" przez
całą noc szarpiąc namiotami. Zejście do bazy utrudniało także dodatkowe
obciążenie, które z góry znosiliśmy ze sobą. Anka (nie weszła na Broad Pek
razem z ekipą z powodu kontuzji ręki - przyp. red) podjęła decyzję o ataku
szczytowym za 2-3 dni. Kontuzja (po konsultacji z lekarzem) okazała się nie
taka groźna, zatem jeśli pogoda się poprawi Ania wyruszy w górę z członkami
innych ekspedycji, m.in. Krzysztofa Wielickiego, którzy także jeszcze czekają
na poprawę pogody.
Na górę wchodziłem z Olafem. Gruzin, o którym wcześniej
wspominałem nie poszedł z nami. Jacek natomiast atakował szczyt w pojedynkę,
jednak wyruszył z dwugodzinnym opóźnieniem, ponieważ zepsuły mu się buty
podczas wkładania ich tuż przed wyjściem.
Naszej wspinaczce 20 lipca towarzyszyła spektakularna i
kontrowersyjna akcja transportu zwłok himalaisty austriackiego spod szczytu do
obozu 3 (nie znamy szczegółów akcji).
Nie wiadomo jeszcze, kiedy i w jakich warunkach nastąpi atak
na K2. Szaleją tam wiatry i jest bardzo zła pogoda. Pogoda na K2 nie daje
nadziei na szybką poprawę. Dotarły do nas także wiadomości o zaginionym
himalaiście na K2 (prawdopodobnie z ekipy włoskiej - więcej na www.k2news.com).
W tej chwili najważniejsza jest regeneracja i odpoczynek a także czas, jaki
jest potrzebny Ance na zdobycie szczytu. Jutro rozpoznajemy sytuację i
podejmujemy decyzję. Mamy 2 tygodnie i priorytetem jest wejście Anki na Broad
Peak. Czekamy na czterodniowe okno pogodowe."
Z Jurkiem rozmawiał także Janusz Kalinowski (PAP), który w
kilku zdaniach zrelacjonował przebieg ataku szczytowego: "Przejście z
obozu drugiego do trzeciego na wysokość 7100 m zajęło nam osiem godzin. W
międzyczasie nastąpiło załamanie pogody. Śnieg zasypał namioty. Sporo sił
zużyliśmy na ich odkopanie i odlodzenie. Wraz z Olafem wyszliśmy o pierwszej w
nocy, z czwartku na piątek, po nas ruszył Jacek. Wspinaliśmy się w skrajnych
warunkach, przy silnym wietrze i temperaturze minus 20 stopni. Na szczycie
stanęliśmy w piątek około piętnastej, dwie godziny później był Jacek. Do
trzeciego obozu dotarliśmy w nocy z piątku na sobotę, ale nie dało się spać, bo
wiatr z wielką siłą tarmosił namiotami. Ryzyko zejścia do dwójki było zbyt
duże; mogliśmy zostać po prostu zdmuchnięci w przepaść. Z wielkim trudem, ale
szczęśliwie, powróciliśmy w sobotę pod wieczór do bazy" - zakończył mocno
wyczerpany Jerzy Natkański.
Dostaliśmy także wiadomość SMS od Jurka: „Dziś rano schodzi
z częścią wyprawy Krzysztofa Wielickiego Olaf. Powinien być w Islamabadzie za
tydzień i jeżeli uda mu się przebukować bilet powinien polecieć do Warszawy.
Będzie miał zdjęcia z wyprawy."
Komentarze (19)
Napisz komentarz
Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.