Audiotrener czyli czego słuchać w czasie biegu na 10 km
26.05.2009.
Kuba Kumoch:
Szczęściem należy się dzielić, a dla mnie szczęście bierze
się z przebiegnięcia 10-kilometrowego dystansu poniżej 40 minut. Jak pierwszy
raz to zrobiłem, to rzuciłem się na szyję pierwszej napotkanej osobie, a jak
zrobiłem to niedawno po raz któryś, to traktowałem już jako rzecz oczywistą.
"Potomstwo moje - proszu brat' moj primier", jak to mówił Suworow. Do
osiągnięcia tego szczęścia potrzeba: a.) butów, b.) sprawnej pary nóg, c.)
empetrójki i d.) no właśnie...
O treningu się nie wypowiadam, bo g... wiem. O butach i
empetrójce się nie wypowiadam, dopóki mnie jakiś producent nie zatrudni na
PR-owca. Wypowiem się o muzyce, którą wybrałem sobie do łamania czterech dych.
Wybór jest subiektywny, eklektyczny, niemainstreamowy i niekiedy wkurzający.
Po pierwsze, żeby złamać 40' na 10 km należy stanąć na
starcie. Po drugie opanować drżenie nóg, bo przed dychą nogi się ma jak z waty.
Po trzecie podzielić 40 przez 10 i uświadomić sobie, że każdy kilometr będziemy
biegli w 4 minuty. Po czwarte uzbroić się w zegarek i naramiennik do noszenia
empetrójki. Na miejsca! Start!
BALASZEVIĆ NA PIERWSZE 500 METRÓW
Piosenka na rozruch nie może zawierać emocji, za to ma walić
po głowie, tak żeby nie pojawiła się w niej myśl "ja nie chcę!".
Uderzenia dostosowujemy do rytmu serca (u mnie przy tempie 3:45/km wali na
początku jakieś 165/minutę, w tym kawałku 230/minutę). Region dobrany według
sentymentów. U mnie będzie to Djordje Balaszević - bard Serbii i przez lata
głos sprzeciwu wobec dyktatury Miloszevicia. Ale korzystam z unikalnej płyty
"Neki novi klinci", którą w hołdzie bardowi nagrały mało znane kapele
z nowosadzkiej sceny.
MOORSOLDATEN DOWIOZĄ CIĘ DO 2. KILOMETRA
Pierwsze 500-600 metrów za nami. Tempo pozostaje, Balaszević
też. Teraz punkowskie wykonanie jego lirycznej piosenki o "Pięknej córce
popa". Punki co prawda zmieniły tekst: chłopiec, który podgląda dziewczynę
w rzecznej kąpieli i bez opamiętania zakochuje się w ofierze swojego voyeryzmu,
staje się bywalcem jednego z klubów, który równie bez pamięci zakochuje się w
pannie. I to nic, że opowiadają o niej, że się "szprycuje, ryćka i słucha
punka". Bohater Balaszevicia musi przełknąć gorzką pigułkę - "lepa
protina kći" wychodzi za mąż. Bohater punków też: policja wyprowadza jego
wybrankę za handel zielskiem.
Piosenka numer dwa, z którą dojedziemy prawie do końca 2. kilometra to
niemiecka "Moorsoldaten". To hymn socjaldemokratów i komunistów
zamkniętych w obozach pracy. Ładna, napisana w połowie lat 30., śpiewana była
przez niemiecką lewicę w czasie wojny w Hiszpanii, potem była obowiązkowym
elementem uroczystości w b. NRD, na końcu odkrył ją Hannes Wader, a wreszcie
punkowskie lewackie kapele. Do biegania na 10 km "Moorsoldaten"
nadają się tylko w wykonaniu tych ostatnich.
NA TRZECIM KILOMETRZE MYŚL O BIAŁEJ GÓRZE
Zmieniamy kraj i przekonania. Piosenka "Bila hora"
to mój ulubiony kawałek Daniela Landy. Czech, znany z tego, że w młodości
hajlował i śpiewał "Karel Gott mit uns", jak wydoroślał, to
przeprosił i powiedział, że już więcej nie będzie. Czeski wykształciuch do dziś
mu to wypomina, ale ja przyjmuję jego apologies. Ciekawocha: jest dziś jedynym
znanym muzykiem w całej Europie Środkowej, który wyrósł z ruchu skinowskiego.
"Bila hora" opowiada oczywiście, o bitwie, która w 1620 roku na ponad
300 lat zawiesiła istnienie narodu czeskiego.
Piosenką numer dwa, zanim przekroczymy granicę 3,5 kilometra
jest kolejny hit Balaszevicia - "Nikad kao Bane" - zajebisty protest
przeciwko politycznemu karierowiczostwu.
GRABAŻ NAUCZY CIĘ BIEGAĆ
Co, boli?! Ma
boleć! Jesteś tuż przed 4. kilometrem i jeżeli utrzymałeś tempo, to
zaiwaniasz na czas poniżej 40 minut. Teraz zasada jest taka: mózg nie
chce już tłuczenia. Domaga się czegoś intelektualnego - 4. kilometr to
pierwszy moment, kiedy zaczynasz uciekać w myślenie. Słuchaj więc
czegoś, co zapewni ci intel-doznania i jednocześnie nie osłabi tempa.
Przetrwanie
do 5,2-5,5 kilometra zapewni ci "Pidżama porno" i jej dwa kawałki
"Koszmarów cztery pary" i "Bułgarskie centrum chujozy". Jak słyszę to
drugie, to myśli zawsze wędrują mi ku jednej z firm, w której kiedyś
pracowałem. Biegnie mi się od tego szybciej! "Koszmarów cztery pary"
odzwierciedlą za to Twój nastrój. Pomyśl tylko: posłuchasz sobie dwóch
kawałków Grabaża i już masz pół dystansu za sobą.
Z KACZMARSKIM DOTRWASZ DO FINISZU
Jacek
Kaczmarski poprowadzi cię za tabliczkę z napisem "7 km". Zrobią to jego
trzy kawałki, przy których po raz pierwszy pobiegłem dziesiątkę w 39
minut. "Somosierra" przekona Cię, że "ci co polegli idą w bohatery, ci
co przeżyją pójdą w generały", drugi kawałek dopasowany jest rytmicznie
- to "Karmaniola 81", trzeci to "Kmicic". Tutaj zastosowałem technikę
obcinania końcówek utworów. Są zazwyczaj zbyt wolne, albo zawierają
morał ("Somosierra"), który Cię zniechęci.
KOOS KOMBUIS DOPROWADZI DO METY
Dobra,
wujek/ciotka! Jesteś już za 7 kilometrem. Niech zgadnę co cię boli, bo
mnie zawsze w tym miejscu boli żołądek i tyłek. Pociesz się, że masz
przed sobą jakieś 10 minut biegu, czyli tyle co porządnemu
dziennikarzowi ogólnopolskiej gazety zajmuje pobyt w palarni (80 proc.
dziennikarzy jara - nie rozumiem tego fenomenu).
Masz jeszcze
dwa kawałki. "Devojka sa czardasz-nogama" Balaszevicia w wersji gothic
rock (jak coś nie tak piszę, to niech mnie Piotr Bratkowski poprawi) i
"Liela se kitaar" - o kurde, jak ja lubię ten kawałek i w ogóle Koosa Kombuisa.
META W ABSOLUTNEJ CISZY
Według moich
wyliczeń biegniesz jakieś 38 minut i na większości tras widzisz już
metę. Muzyka przestaje grać, a ty dajesz, wujek/ciotka, dajesz. "Nie ma
letko". A jak zrobiłeś to co ci doradziłem i jesteś "po tamtej
stronie", to może kiedyś będziesz wdzięczny.
Ps. Autor ucieka od
mainstreamu (także muzycznego) od kiedy w 1986 roku w NRD nie wybrano
go do wspólnej polsko-enerdowskiej drużyny piłkarskiej na mecz z
zespołem Traktor Neukloster. Brak występu przeciwko tej IV-ligowej
drużynie stał się dla niego przyczyną traumy.
Ps2. Jeżeli
ktokolwiek znalazł wykonanie "Moorsoldaten" po angielsku, ale nie przez
"Dubliners" tylko przez Joan Baez, to błaaaagam. Szukam tego od lat.
Ps3.
Autor dziękuje jeszcze raz Piotrowi Pacewiczowi, za przekonanie go do
koncepcji szczęścia biegowego (już raz to zrobił osobiście).
Ps4.
Niniejszy wpis może zostać odebrany jako zbyt powalony przez każdą
osobę, która nigdy nie biegła 10 kilometrów. Przepraszam.